 W zeszłym roku moje przedszkole pełniło dyżur wakacyjny w miesiącu
sierpniu, a więc od tego czasu do 1 lipca kiedy to rozpoczyna się mój
kolejny urlop minęło 11 miesięcy. To rok wytężonej i bardzo
wyczerpującej pracy z dziećmi. W maju brakowało już „oddechu”, a tu
trzeba było jeszcze zorganizować festyn rodzinny, obchody 80-lecia
przedszkola, występy na wielkiej scenie w Domu Kultury, pożegnanie
6-latków, „zamknięcie” dość pokaźnej dokumentacji....byłam zmęczona i
wypalona.
W takich sytuacjach marzy się o wypoczynku, gdzie nie słychać krzyku
dzieci, gdzie można zająć się swoimi pasjami, robić to, na co nie ma
czasu w ciągu całego roku szkolnego. Odliczałam dni do planowanego
urlopu. Tym razem mam okazję zebrać siły i naładować się pozytywną
energią nieprzerwanie przez 7 tygodni (35 dni roboczych)
przysługującego mi urlopu, bo dyżur pełnią inne przedszkola.
W ciągu kilku dni spędzonych w domu mogłam się nacieszyć błogim
spokojem pijąc gorącą poranną kawę w otoczeniu zieleni traw, kolorowych
kwiatów i śpiewających ptaków. Fajne błogie leniuchowanie. Ale to tylko
na kilka dni, bo potem chce się przygody, ruchu i „zamieszania”.
Spakowałam więc kilka rzeczy i powędrowałam w moje przepiękne rodzinne
strony na pogórzu Izerskim. Czekała tam na mnie pełna wrażeń i emocji
ekipa moich przyjaciół ze szkolnej ławy. Nie widzieliśmy się 30 lat!!!
Byłam ciekawa, jak wyglądają i co robią moi szkolni przyjaciele. Kiedy
podczas spotkania przyszła na mnie kolej prezentacji powiedziałam, że
jestem przedszkolanką. Edek, który kiedyś był małym i niepozornym
chłopczykiem, a teraz przypominał wielkiego mężczyznę z lekko
odstającym brzuszkiem odezwał się pierwszy i z zachwytem stwierdził, że
mam cudowne zajęcie i on także chciałby pracować w tym zawodzie. Byłam
zdumiona i mile zaskoczona. Ktoś inny powiedział:
-Tobie to dobrze, masz prawie 3 miesiące urlopu, a ja zaledwie 3 tygodnie.
No jasne- pomyślałam- kolejny mit krążący wśród niezorientowanej
społeczności stawia znak równości między nauczycielami w przedszkolach
i szkołach. Niewielu z nich wie, że chociaż podlegamy pod jedną kartę
nauczyciela, to rządzą nami zupełnie inne zasady. Przedszkola są
placówkami nieferyjnymi i dla nauczycieli tam pracujących nie zawsze są
wakacje. Funkcjonowanie przedszkoli w okresie wakacji zależy od
organizacji organów prowadzących. W dobie zapracowanych rodziców w
wielu miastach przedszkola muszą być otwarte, a kadra pedagogiczna w
nich zatrudniana może pomarzyć o urlopowych planach w okresie wakacji.
Chociaż nauczyciele w przedszkolach i szkołach stanowią jedną grupę
zawodową, to podlegają zupełnie innym prawom.
Wpływ na fakt iż społeczeństwo tak mało wie na temat zawodu
nauczycielki przedszkola wynika z niskiego prestiżu tej grupy zawodowej
i ciągle pokutującej opinii, że przedszkolanka to tylko opiekunka do
dzieci. O przedszkolnej dumie nauczycielek pisze w swoim artykule Kamil
Łukowski:
Nauczyciele przedszkolni są chyba najbardziej lekceważoną grupą
zawodową w kraju. Lekceważą ich koledzy pracujący w szkołach, właściwie
to nie wiadomo dlaczego, bo praca w przedszkolu nie jest wcale
łatwiejsza, a nie otrzymuje się tam ulg, które przysługują
nauczycielowi pracującemu w szkole. Nauczyciel przedszkolny nie ma
zniżki na przejazdy koleją, nie ma wolnych całych wakacji, tylko jeden
miesiąc, bo zawsze jeden z wakacyjnych miesięcy jest objęty
przedszkolnym dyżurem, tak by rodzice mogli gdzieś zostawić dzieci.
Nauczyciele, a właściwie nauczycielki przedszkolne, bo to najbardziej
sfeminizowany zawód w kraju, lekceważone są także przez niektórych
rodziców.1
Wiele nauczycielek pracujących w przedszkolu próbuje podnieść rangę
społeczną tego zawodu spierając się o nazewnictwo. To one czują się
upokorzone słysząc w mediach, czy z ust rodziców słowo przedszkolanka,
które w ich rozumieniu brzmi gorzej niż nauczyciel i nie oddaje
charakteru ich wykonywanej pracy. Dlaczego to określenie jest tak
negatywnie odbierane przez społeczeństwo i czy można obalić mit jego
pejoratywnego znaczenia.
Sięgając do etymologii słowa przedszkolanka2
dowiadujemy się o jego istnieniu już w czasach pedagoga niemieckiego
Fryderyka Fröbel’a (1782-1852), który zajmował się dziećmi zwłaszcza w
wieku przedszkolnym. Był inicjatorem zreformowanego typu placówek dla
najmłodszych określanej mianem ogrodu dziecięcego (Kindergarten).
Chciał, by dzieci czuły się w nim, jak rośliny z troską pielęgnowane
przez ogrodnika-wychowawcę i od najmłodszych lat uczyły się tam
samodzielności myślenia oraz umiejętności współżycia z ludźmi.
Freblanka, czy przedszkolanka, to nie jedyna nazwa określająca osobę
pracującą z małymi dziećmi. Na przestrzeni wieków pojawiały się takie
określenia jak: opiekunka, wychowawczyni przedszkola, czy w końcu
nauczycielka. Spór o nazwę toczył się już w latach siedemdziesiątych, o
czym świadczy wpis do Poradnika Językowego Witolda Doroszewskiego,
gdzie jedna z korespondentek zadaje pytanie: „…Czy wychowawczynię
przedszkola, absolwentkę liceum pedagogicznego dla wychowawczyń
przedszkola, można nazwać panią przedszkolanką? Uzupełnieniem pytania
jest informacja, że jedna z jej koleżanek od przeszło roku toczy z
gronem nauczycielskim i dziećmi bój o to, by ją nazywać na co dzień
wychowawczynią przedszkola.” 3.
Są także osoby, które twierdzą że przedszkolanka, to dziewczynka
uczęszczająca do przedszkola, co jest oczywistym błędem, bo historia
słowotwórstwa mówi jednoznacznie o tym że Przedszkolanka (dawn.
freblanka), została utworzona formantem –anka od słowa przedszkole
(dawn. freblówka). Zatem dziewczynka uczęszczająca do przedszkola nie
jest przedszkolanką a przedszkolakiem, podobnie zresztą jak chłopiec.
Przedszkolanka to mało produktywny typ słowotwórczy, ale tym bardziej
godny uszanowania. W jego towarzystwie znajdują tak zacne słowa jak:
hrabi–anka, koleż-anka, szlachci-anka, wybr-anka, świtezi-anka.
Przedszkolanka jest jak przytulanka: miła, ciepła i kochająca. Jedynym
mankamentem nazwy przedszkolanka może być to, że nie można jej
przypasować formy męskiej, gdyż zawód ten jest sfeminizowany od wielu
lat. Myślę jednak, że jeśli zajdzie taka potrzeba i w przedszkolach
pojawią się panowie utworzymy nowy typ słowotwórczy w postaci
(?)....może przedszkolan?
Póki co, szanujmy sobie nasze osobliwe i niepowtarzalne nazewnictwo
skierowane tylko i wyłącznie do grupy nauczycielek pracujących w
przedszkolu. Nie będziemy mylone z nauczycielkami w szkołach, a tym
samym nie będą nam przypisywane przywileje, których nie posiadamy.
Przedszkolanka, to naprawdę brzmi dumnie.
1 Kamil Łukowski: „Przedszkole to był koszmar”; www.o2.pl
2 Władysław Kopaliński: „Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych”; Pierwsze Wydanie w Internecie www.slownik-online.pl
3 Witold Doroszewski: „O kulturę słowa. Poradnik językowy. Tom III”; PIW; Warszawa 1979
|