06.02.2012.
Start

Dzieci przewlekle chore w przedszkolu Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Autor: Marmolada   
27.03.2009.

Przedszkola nie mogą odmówić przyjęcia dziecka cierpiącego na cukrzycę, astmę, padaczkę czy hemofilię - podkreślają Ministerstwa Edukacji i Zdrowia. Chcą, by maluchom leki podawały przedszkolanki, ale te boją się odpowiedzialności.

Tak rozpoczyna się artykuł Magdaleny Warchala pt. „Przedszkolanki nie chcą robić zastrzyków” opublikowanym w katowickim wydaniu gazety.pl. Ta bulwersująca mnie i jednostronnie potraktowana sprawa postawiła przedszkolanki w niekorzystnym świetle przedstawiając ich znieczulicę i niechęć do dzieci przewlekle chorych. Nie skupiono się na decyzjach rządu, tylko na osobach, które stały się narzędziami do realizacji górnolotnych i nieprzemyślanych planów, a dla których dobro dziecka jest najwyższą wartością.

Jestem przedszkolanką i mam swoje zdanie na ten temat.
 
Po pierwsze: Nie odważyłabym się podać leku dziecku w przedszkolu pod żadną postacią. Nie podałabym syropku, leku przeciwbólowego ani antybiotyku, bo i takie zalecenia czasami od rodziców dostawałam. Tym bardziej nie podawałabym zastrzyków insulinowych. Czy boję się odpowiedzialności? Oczywiście, że tak. i dlatego właśnie nie podam leku dziecku, tylko wezwę pogotowie. Przecież chodzi o życie i zdrowie dziecka, a ja nie jestem wykwalifikowana medycznie  osobą. Jestem człowiekiem, mam uczucia i nie darowałabym sobie do końca życia, gdyby z mojego powodu coś się stało dziecku.
 
Po drugie: Myślę, że większym problemem niż zastrzyki insulinowe byłoby dla mnie to, że dzieci przewlekle chore wymagają szczególnej obserwacji i ciągłego monitorowania. Czy w 25 osobowej grupie jestem w stanie skupiać ciągłą uwagę tylko na tym dziecku? Co będzie jeśli podczas zabaw podwórkowych, gdzie jest duża przestrzeń i często więcej niż jedna grupa dzieci nie dostrzegę niebezpieczeństwa dziecka chorego na cukrzycę, epilepsję , hemofilię, astmę?
Jedna z mam w przytoczonym artykule napisała, że nie otrzymała miejsca w przedszkolu i była zmuszona zatrudnić emerytowaną sąsiadkę do swojego dziecka. Nie było dla niej problemem nauczenie się robienia zastrzyków insulinowych. A, ja dodam: dajcie tej starszej Pani jeszcze choćby 10 dzieci, a gwarantuję, że nie będzie chciała opiekować się dzieckiem z cukrzycą w tej grupie.
 
Po trzecie:  Chciałabym bardzo, by te dzieci miały możliwość korzystania z przedszkolnego dobrodziejstwa, ale na boga, niech się ludzie porządnie zastanowią zanim chlapną nieprzemyślaną decyzją. Najłatwiej być "dobrym wujkiem", który dzieli cukierkami nie wiedząc, jakie są tego konsekwencje, bo on już zębów dawno nie ma i cukierki mu nie szkodzą.
 
Po czwarte: Czy ludzie "z góry" zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa pobytu dziecka przewlekle chorego w 25 osobowej grupie? Czy na pewno wiedzą, na czym polega praca w przedszkolu i jak wygląda dzień nauczycielki w 25 osobowej grupie? Jeśli decydenci chcą być "dobrym wujkami", to raczej niech dadzą pieniądze na dodatkową osobę, która przez cały czas opiekowałaby się takim dzieckiem w grupie. Byłoby to z korzyścią dla dziecka, nauczyciela , a tym samym dla całej grupy.  I nikt by na tym nie stracił, poza....Budżetem państwa.  Ale czego nie robi się dla dziecka.
 

Podobne artykuły:
 


 
« poprzedni artykuł