|
Obecna reforma oświaty proponowana przez Rząd RP postawiła w trudnej sytuacji gminy, rodziców i nauczycieli. Chaotyczne, nieprzemyślane ruchy ministerstwa spowodowały bałagan organizacyjny w placówkach przedszkolnych. Gminom brakuje pieniędzy na finansowanie przedszkoli, rodzicom miejsc dla swoich pociech, a nauczycielom stabilności i jasnych wytycznych podejmowanych z wyprzedzeniem, a nie opóźnieniem.
Hasła reformy oświaty niosą wiele dobrych treści. Idea „równego startu” dla uczniów powinna mieć jednak swój odpowiednik w programie „równego startu” dla gmin i powiatów. W obecnej sytuacji gminy zachodzą w głowę, jak zrealizować plan reformy, który zakłada dostępność do edukacji przedszkolnej dla wszystkich dzieci. Przerzucone na ich barki zadania reformatorskie przerosły ich możliwości i pojawiły się prawdziwe problemy.
Brakuje miejsc w przedszkolach
W trudnej sytuacji znaleźli się rodzice, którzy w okresie rekrutacji koczowali pod przedszkolami przez kilka lub kilkadziesiąt godzin, by zapisać do niego swoją pociechę. Można też było skorzystać z usług przedszkoli prywatnych, gdzie ceny wahają się od 400 do 1200 zł. Mimo to nawet tam zaczyna brakować miejsc.
Gazeta Prawna donosi, że w dużych miastach, gdzie sytuacja jest stosunkowo najlepsza, miejsc nie ma dla 10 – 20 procent najmłodszych. W mniejszych miejscowościach skala odmów sięga 70 procent. Ale zdarzają się punkty, w których jest jeszcze gorzej. W Kętach, w gminie Lubicz czy w Spytkowicach w Małopolsce odesłano do domów nawet 80 procent dzieci. Z powodu braku miejsc w przedszkolach nie uczęszcza do nich pół miliona dzieci.
Bez zdecydowanych działań gmin i rządu problem z miejscami w przedszkolach okaże się jeszcze bardziej poważny w 2011 roku, kiedy to obowiązkowo trafią do nich wszystkie 5-letnie dzieci. Będzie ich więc zdecydowanie więcej niż obecnie.
Wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy z tego, że miejsce w przedszkolu to ich konstytucyjne prawo. Zatem ci, którzy czują się poszkodowani, mogliby skarżyć gminę w trybie administracyjnym i zażądać wydania pisemnej decyzji administracyjnej o odmowie przyjęcia, a następnie odwołać się od tej decyzji do wojewódzkiego sądu administracyjnego.
Swoich praw rodzice mogą także dochodzić na drodze sądowej w powództwie cywilnym przeciwko gminie lub państwu o odszkodowanie za straty poniesione z powodu braku miejsca w przedszkolu (koszty np. pobytu w prywatnym przedszkolu). Jeśli niczego nie wskórają w sądach polskich, pozostaje im skarga do Strasburga.
Brakuje pieniędzy na finansowanie przedszkoli
Obecnie prowadzenie przedszkoli i szkolnych zerówek jest zadaniem własnym gmin. To one muszą sfinansować pobyt dziecka, wypłacić pensje nauczycielom czy utrzymać budynek. Muszą też dotować pobyt dziecka w przedszkolu niepublicznym oraz w placówkach na terenie innej gminy, jeżeli uczęszcza tam przedszkolak z jej terenu. W myśl prowadzonej reformy oświatowej gmina nie może odmówić przyjęcia do przedszkoli 5-latków i 6-latków, co sprawia, że brakuje miejsc dla dzieci najmłodszych. Brak pieniędzy w gminach ograniczają w znacznym stopniu liczbę miejsc w przedszkolach.
Brakuje informacji dla nauczycieli o działaniach reformatorskich lub pojawiają się zbyt późno
Kiedy, w zeszłym roku wprowadzono nowe wytyczne dotyczące programów nauczania zgodnych z nową podstawą programową zrobiło się wielkie zamieszanie. W pierwszej klasie znalazły się dzieci sześcioletnie i siedmioletnie. Nauczyciele poruszali się jak we mgle. W przedszkolach trwał inny tok nauczania dzieci sześcioletnich aniżeli tych samych rocznikiem dzieci w szkołach. Inna podstawa programowa dla sześciolatków w przedszkolach i inna dla tych samych dzieci w szkołach rozstroiła niejednego nauczyciela.
Nowy program nauczania dla sześciolatków, które zgodnie z decyzją rodziców opuściły przedszkole i rozpoczęły naukę w klasie pierwszej przewidywał naukę czytania i pisania. W przedszkolu nauczycielom pracującym z tymi samymi sześciolatkami „zabroniono” tego robić , bo podstawa programowa dla przedszkoli nie przewidywała takich działań.
Dotychczas pierwszaki uczyły się liczyć do stu, a w tym roku zgodnie z nowym programem nauczania pierwszaki miały opanować dodawanie i odejmowanie jedynie do 10. Dla tego rocznika pierwsza klasa okazała się powtórką z zerówki i to w bardzo ograniczonym zakresie. Nie zapowiada się, by ta sytuacja uległa zmianie przez najbliższych kilka lat.
Prawdą jest, że nauczyciele otrzymali możliwość samodzielnego tworzenia i modyfikowania programów nauczania tak, aby jak najlepiej dostosować go do potrzeb dzieci, ale wszelkie działania toczyły się w trakcie roku szkolnego. Organizowano wówczas dla nauczycieli szkolenia, w jaki sposób tworzyć lub przekształcać programy do nowej rzeczywistości. I tak, zdezorientowany nauczyciel miotał się między kursami doskonalącymi, tworzeniem przepastnej dokumentacji, a znudzonymi dziećmi czekającymi na atrakcyjne zajęcia.
Rzeczywistość należy jak najszybciej zweryfikować
Prace nad projektem ustawy przewidującej wprowadzenie finansowania przedszkoli z budżetu państwa w ramach subwencji oświatowej mogą znaczny sposób poprawić niekomfortową sytuację gmin, rodziców i nauczycieli. ZNP zbiera podpisy pod obywatelskim projektem ustawy. Nowa ustawa powinna wpłynąć do Sejmu najpóźniej w sierpniu, a jej realizacja mogłaby się rozpocząć od września 2011 roku. Ma to kosztować maksymalnie 5 mld zł. Suma ta zawiera wydatki z tytułu edukacji przedszkolnej pięciolatków, które od września 2011 roku mają obowiązkowo uczęszczać do przedszkoli. Dzięki wprowadzeniu nowej ustawy rodzice mieliby prawo umieścić w przedszkolu swoje dzieci tak jak w szkole, nawet już od drugiego roku ich życia. Gminy nareszcie odetchnęłyby z ulgą, a nauczyciele...? Pewnie nadal będą błądzić w szeleszczących papierach w poszukiwaniu drogi, która będzie służyć w głównej mierze dziecku.
|