Zawód nauczyciela poddawany jest ciągłym regulacjom prawnym. Wraz ze zmieniającą się co kilka lat w resorcie edukacji władzą pojawiają się skrajne przeciwstawne sobie podejścia do pełnienia tej funkcji poczynając od kreatywnego wypełniania się po brak zaufania i odgórne sterowanie. Praca nauczyciela w przedszkolu wciąż jest niedoceniana i inaczej traktowana niż nauczycieli w szkole mimo, że stanowimy jedną grupę zawodową. Praca nauczyciela podlega ciągłemu kontrolowaniu i monitorowaniu co sprawia, iż w społeczeństwie istnieje przekonanie, że nauczyciel nie jest godny zaufania. Dowodem na to, że sytuacja nauczyciela niewiele się zmieniła w przeciągu minionych 10 lat niech będzie artykuł napisany właśnie 10 lat temu przez emerytowaną dziś nauczycielkę, magistra pedagogiki, logopedę s ocjoterapeutę Mirosławę Sutkowską pt.: "Przedszkolanka czy nauczycielka?"
"Kiedy poproszono mnie o wspomnienia związane z jubileuszem, zdałam
sobie sprawę, że to przecież także kilkanaście lat mojej pracy w szkole
STO i działalności w tym stowarzyszeniu! Wspomnienia jawią mi się nie
jak film, ale seria obrazów, które dotyczą konkretnych wydarzeń. Pozwolę
sobie przedstawić je w tej wersji...
Zastanawiam się, dlaczego przedszkola,
nazywane placówkami oświatowymi, są pomijane we wszystkich
dotychczasowych reformach. I choć w pedagogicznych podręcznikach i
naukowych dysertacjach okres przedszkolny uznaje się za pierwszy etap
edukacji, to zarówno w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu,
kuratorium oświaty, jak też w gminach przedszkola są traktowane po
macoszemu.
Gdy mówi się nauczyciel, to wiadomo, że chodzi o pedagoga szkolnego. A
panie pracujące w przedszkolach to… przedszkolanki. Od lat z dziką
satysfakcją czekam na szmer zdziwienia, gdy na pierwszym, organizacyjnym
zebraniu dla rodziców w swoim przedszkolu przedstawiam personel: – Pani
magister Magda… – logopeda, – Pani magister Ewa... – reedukator, ja –
socjoterapeutka. “– To tak wykształcony personel pracuje w przedszkolu”?
– pytają tatusiowie biznesmeni.
A tak! Przedszkola zatrudniające absolwentów liceów pedagogicznych lub
studium nauczycielskiego to już przeszłość. Teraz pracujące w placówkach
przedszkolnych nauczycielki to absolwentki kolegiów nauczycielskich,
wyższych szkół pedagogicznych czy też uniwersytetów. Często mają również
dodatkowe kwalifikacje, takie jak: gimnastyka korekcyjna, logopedia,
psychologia, reedukacja, lub muzykoterapia czy logorytmika. I to wcale
nie z powodu mody czy nadmiaru absolwentów na rynku pracy, takie są
potrzeby naszej “klienteli” – rodziców tych małych przedszkolaków.
Nauczycielka musi być wszechstronnie
wykształcona, bo nasze dzieci wymagają, by wszystko wiedziała. Ma znać
biologię, zoologię, ekologię i astronomię. Musi się znać na układzie
słonecznym i podróżach na Marsa, a także wiedzieć, dlaczego człowiek
słyszy i jak powstają głoski. Musi umieć wytłumaczyć, co się topi, a co
rozpuszcza i dlaczego segregujemy śmiecie. Musi umieć zrobić telefon z
kubków po jogurcie i sznurka, zrobić masę solną lub papierową. Umieć
wszystko narysować, zaśpiewać, wylepić i wymyślić sto zabaw na każdą
okazję. Musi wiedzieć o szczepieniach i bakteriach. O komputerze i
internecie – też. A jednocześnie znać stare i nowe bajki, umieć…
wysłuchać, pocieszyć, wytłumaczyć.
Dzieci przebywają w przedszkolu średnio 8-10 godzin. Każde z nich ma
inne zainteresowania i inny zasób wiedzy. Każde z nich jest z innego
domu i wychowywane według innego stylu. By przez tyle godzin czuły się
dobrze w początkowo obcej placówce, by rozwijały swe zainteresowania i
zdobywały wiedzę z różnych dziedzin, jest potrzebny dobry, mądry i
wykształcony nauczyciel. Nauczyciel, który potrafi być elastyczny i
chętny, by doskonalić swój warsztat pracy.
Obecnie przedszkola, podobnie jak licea ogólnokształcące, stają się
placówkami profilowanymi: ekologicznymi, plastycznymi, teatralnymi itp.
Rodzice, zapisując dzieci, dokładnie sprawdzają ofertę placówki. Teraz
jej atutem jest program, a nie odległość od domu. Dlatego nauczycielki
doskonalą swoje umiejętności na profesjonalnych kursach, wybieranych
spośród obecnie szerokiej oferty edukacyjnej i dobieranych według
profilu i potrzeby przedszkola.
Przedszkole, którą prowadzę, też ma swój profil: terapia logopedyczna,
wspomagana oddziaływaniem kompensacyjno-wyrównawczym. Od dziewięciu już
lat pracujemy według programu autorskiego zatwierdzonego przez
ministerstwo jako innowacja. Rok temu ofertę edukacyjną wzbogaciłyśmy o
grupę integracyjną i reedukację indywidualną dla dzieci 6-letnich ze
specyficznymi trudnościami w uczeniu się. By realizować ten bogaty
program, nauczycielki bez przerwy podnoszą swoje kwalifikacje na
różnorodnych kursach.
Wszystkie mamy już za sobą następujące kursy: kinezjologii edukacyjnej,
pedagogiki zabawy, tańców integracyjnych, kurs wstępny z logopedii,
muzykoterapii, matematyki dziecięcej i wprowadzania w świat pisma, a z
psychologicznych, takie jak: “Wychowanie bez porażek”, “Jak słuchać,
żeby dzieci mówiły; jak mówić, żeby dzieci słuchały”. Wiedza ta pozwala
nam lepiej rozumieć i ułatwia pomoc w rozwiązywaniu problemów dzieci i
ich rodziców. Pomaga nam indywidualizować przygotowywane dla dzieci
programy, a tym samym sprzyja likwidacji dysharmonijności w rozwoju.
Myślę z przykrością, że nasza praca, bez względu na to, czy jest pracą
przedszkolanek czy nauczycielek wychowania przedszkolnego, jest nadal
niedoceniana. A może to niedoceniany jest ten najważniejszy w życiu
dziecka okres. Czas, w którym nawiązuje się pierwsze kontakty społeczne,
zawiera pierwsze znajomości i przyjaźnie, nieraz nawet na całe życie.
Tu uczy się pięknej mowy ojczystej oraz przeżywa się pierwsze występy
artystyczne (zarówno własne, jak i przez kontakt z profesjonalnym
aktorstwem). Tu zauważa się różnicę płci i różne role przyjmowane na
siebie przez dorosłych. Nauczycielka jest też matką, nieraz babcią, robi
zakupy, potrafi się śmiać, miewa kłopoty i bywa chora. Przenosi się to
potem na własną rodzinę i na znajomych. To już w przedszkolu uczy się
współzawodnictwa i pracy zespołowej, przewodzenia, jak i
podporządkowywania grupie, wytrwałości, ambicji, współczucia i
koleżeńskości. Uczy się tego wszystkiego, co w dorosłym życiu jest
niezbędne.
Czy więc okres ten powinien być traktowany jako wychowanie samoistne?
Czy powinien być pomijany w planach edukacyjnych i kolejnych reformach? I
najważniejsze! Czy osoba realizująca to wszystko nie zasługuje na miano
NAUCZYCIELA? Ciekawa jestem, czy za rok ktoś opublikuje dane dotyczące
liczby nauczycieli dyplomowanych w poszczególnych etapach nauczania.
Myślę, że te dane naocznie pokażą, że PRZEDSZKOLANKI nie są gorsze ani
mniej wykształcone od nauczycieli placówek szkolnych."