 Jest sobotnie popołudnie. Jak co tydzień jadę odwiedzić rodziców. Dzieli nas niecałe 10 km, a mimo to w ciągu tygodnia trudno mi znaleźć czas na dodatkowe spotkania. Po drodze mijam jak zwykle te same miejsca, sklepy, skrzyżowania…Z trudem ustawiam samochód na zatłoczonym parkingu pod blokiem. Wchodzę do jeszcze nie tak dawno odnowionej klatki schodowej i czekam na windę. Przytłaczający widok podrapanych, oplutych, popisanych wulgaryzmami ścian sprawia, że chcę jak najszybciej dotrzeć do ciepłego i przytulnego mieszkania rodziców. Jadąc windą wcale nie czuję się lepiej. Śmierdzi papierosami. W podłogowej wykładzinie wyrwana dziura. Przecież jeszcze tydzień temu jej nie było! Na II piętrze wsiada ok. 10 letni chłopiec. W jednej ręce trzyma telefon komórkowy, a drugą próbuje zapiąć 2 guziki pod szyją. Buzia otwiera się i zamyka i słychać głośne ciamkanie miętowej gumy do żucia. Chłopiec sięga do kieszeni, z której wypada papierek po gumie. Nie zauważa tego, więc zwracam mu uwagę, by go podniósł.
– Ale to nie mój papier- usłyszałam.
Na zatłoczonym parkingu jednego z hipermarketów wiozę wózek załadowany zakupami. Rozglądam się w poszukiwaniu swojego samochodu. Przede mną nie mniej zdezorientowana kobieta z dziewczynką w wieku około 10 lat. Na drodze obu kobiet pojawia się puszka leżąca na ziemi. Dziewczynka zaczyna po niej z pasją skakać gniotąc ją na miazgę, po czym zostawia „zmasakrowany śmieć” i biegnie do mamy. Zwracam uwagę dziewczynce, by zabrała do śmieci pogniecioną puszkę.
- Ale to nie nasza puszka, dlaczego mamy sprzątać czyjeś śmieci?- odpowiada oburzona kobieta.
To nie moje, nich sprzątną Ci, którzy nabałaganili!
To nie moje, mogę zniszczyć, podrapać, zepsuć!
To nie moje, … itd.
Jak to właściwie jest? Czy mamy prawo wymagać od ludzi, by sprzątali i naprawiali to, co zepsuli inni? Jakie zasady i reguły kierują naszym życiem i czy jesteśmy im wierni? Kto odpowiada za prządek tego świata?
Polacy w czasie zaborów i okupacji za cnotę uważali oszukiwanie zaborcy i celowe powodowanie szkód. Nawyk ten jest tak głęboko zakorzeniony w naszych umysłach, że często nie zauważamy tendencji do działania na szkodę miejsca, w którym przebywamy. Dzieci są zwierciadlanym odbiciem dorosłych. Odbija się w nich nasza twarz, prawdziwa twarz. Jeśli rodzic mówi w obecności dziecka „To nie moje, niech sprzątną inni”, to oczekiwania wobec małego człowieczka będącego nadzieją brudnego i skrzywdzonego przez innych świata są bezzasadne. A przecież chcemy, by na świecie było dobrze i pięknie, ale co robimy w tym kierunku?
W swojej pracy pedagogicznej wykorzystuję zasadę „odwróconego lustra”. Ta moja wypracowana przez lata praktyki zasada polega na tym, że to dzieci mają pokazywać swoim rodzicom i bliskim, by nie rzucali śmieci na trawnik, by w pośpiechu nie przechodzili przez jezdnię w miejscu niedozwolonym, by nie przeklinali i żeby potrafili mówić o sobie i swoich uczuciach. Wielu osobom moja teoria „odwróconego lustra” wyda się niedorzeczna i wydumana. Ale zaręczam, że nie ma lepszego środowiska niż dziecięce, do przemycania ważnych do realizacji zadań.
Kiedy na zajęciach rozmawiam z dziećmi np. o ekologii, to podkreślam ich miejsce w decydowaniu o wyglądzie tego świata. Jeśli my dorośli nie potrafimy służyć przykładem, to dajmy szansę dzieciom. Niech to one staną się zwierciadłami, w których ze wstydem będą się odbijać nasze twarze. Mówmy im o ważnych i poważnych sprawach, bo one traktują je na poziomie życia i śmierci. Dzieci są piękne i dobre. To my- dorośli psujemy ich wrodzoną dobroć, miłość do ludzi, pracowitość i chęć do naprawiania zła. To skarbnica najlepszych cech człowieczych, które niweczymy i degradujemy.
Dlaczego? Bo sami zostaliśmy zepsuci. Teraz czas na naprawianie i może należałoby zacząć od siebie.
Zanim powiesz do dziecka, że jest niegrzeczne, bo przeklina, to zastanów się najpierw, czy ty lub twoi bliscy nie byli dla niego zwierciadłem.
Zanim powiesz dziecku: jesteś kłamczuch, to zastanów się najpierw czy nie byłeś dla niego zwierciadłem.
Jeśli dziecko uderzyło swojego kolegę w zdenerwowaniu, to zastanów się najpierw czy nie byłeś dla niego zwierciadłem.
Jeśli dziecko niszczy cudzą własność, to zastanów się czy nie stałeś się dla niego zwierciadłem.
Może nie każdy dorosły wie o tych prawdach, ale na pewno wiedział o tym śmieszny miś o bardzo małym rozumku, który mówił, że „Łatwiej kijek pocienkować, niż go potem pogrubasić”. Odnosząc się do jego wypowiedzi można stwierdzić, że zepsute trudniej naprawić. Nie psujmy, zatem naszych małych pociech, dajmy im szansę na lepsze i uczciwsze życie.
|