|
Szanowna
Pani Katarzyna Hall
Minister
Edukacji Narodowej
Po uważnym zapoznaniu się z
projektem reformy czujemy się w
obowiązku wyrazić naszą opinię na jego temat. Jesteśmy głęboko
zaniepokojeni propozycjami Pani Minister, a także sposobem, w jaki
projekt jest przedstawiany w mediach. Sposób
mówienia o
planowanej przez Panią reformie powoduje dezorientację
społeczeństwa. Osoby biorące udział w publicznych debatach
skupiają się tylko na części problemów, przede wszystkim
na stopniu przygotowania szkół do przyjęcia
sześciolatków.
Równie często pada pytanie, czy sześciolatki są gotowe do
podjęcia nauki. Należy przypomnieć, że to zagadnienie rozwiązano
w Polsce ponad trzydzieści lat temu! Wprowadzono wówczas w
całej Polsce klasy 0, które od początku istnienia były
traktowane jako obowiązkowe i uczęszczała do nich zdecydowana
większość dzieci sześcioletnich. Stan faktyczny został
potwierdzony w roku 2003, gdy Minister Edukacji Narodowej pani
Krystyna Łybacka wprowadziła obowiązek uczęszczania dzieci
sześcioletnich do tych klas. Nauczyciele klas 0 prowadzili i
prowadzą edukację sześciolatków opierając się na
programach zatwierdzanych przez Ministerstwo. Dzieci uczą się z
podręczników opiniowanych przez rzeczoznawców
ministerstwa
i zatwierdzanych również przez MEN. W tym
kontekście przypisywanie sobie inicjatywy objęcia edukacją dzieci
sześcioletnich jest nadużyciem!
Obecnie okres obowiązkowej edukacji trwa dziesięć lat, ponieważ
obejmuje klasę 0, sześcioletnią szkołę podstawową i trzyletnie
gimnazjum. Zgodnie z założeniami reformy dzieci miałyby uczęszczać
do sześcioletniej szkoły podstawowej, a następnie do trzyletniego
gimnazjum. Spowodowałoby to skrócenie obowiązkowej edukacji
o rok! Dla wszystkich profesjonalistów pracujących z dziećmi
jest oczywiste, że efektem skrócenia czasu nauczania może
być jedynie obniżenie poziomu wiedzy i umiejętności uczniów.
Pani Minister przedstawiła projekt nowej Podstawy programowej. Jest
on niedostosowany do możliwości dzieci, zarówno
przedszkolaków jak i uczniów. Zgodnie z wiedzą
psychologiczną
i pedagogiczną dzieciom należy stawiać
wymagania leżące w sferze ich najbliższego rozwoju. Spełnienie
tego wymogu jest podstawowym warunkiem skuteczności nauczania. Nie
można wymagać od dziecka opanowania określonych umiejętności w
dowolnie, urzędowo wskazanym czasie! Objęcie dzieci pięcioletnich
obowiązkowym wychowaniem przedszkolnym jest dobrym pomysłem, ale
nie zastąpi edukacji, jaką obecnie otrzymują sześciolatki w
klasie 0.
W proponowanej przez Ministerstwo Podstawie programowej
dla pięciolatków wymienia się dużą liczbę dość
przypadkowo dobranych wiadomości, często niedostosowanych do
możliwości dzieci
w tym wieku, natomiast ogranicza się ilość
ćwiczeń kształcących sprawność grafomotoryczną, której
odpowiedni poziom jest niezbędny do opanowania umiejętności
pisania. Jednocześnie oczekuje się, że dzieci sześcioletnie w
klasie pierwszej w ciągu jednego roku opanują umiejętności,
które
obecnie zdobywają w czasie dwóch lat nauki, w klasie 0 i I.
Oto tylko niektóre, wybrane przykłady:
-
poznanie wszystkich liter
alfabetu;
-
opanowanie umiejętności
przepisywania i pisania z pamięci prostych krótkich zdań,
z uwzględnieniem poprawności graficznej i estetyki pisma,
(przestrzeganiem zasad kaligrafii);
-
samodzielne czytanie lektur
wskazanych przez nauczyciela.
Są
to zadania niewykonalne zarówno dla dzieci jak i ich
nauczycieli! Do opanowania tak złożonych umiejętności, jakimi są
czytanie i pisanie, potrzebny jest określony poziom dojrzałości
dziecka
i odpowiednia liczba ćwiczeń, właściwie rozłożonych
w czasie. W proponowanych przez ministerstwo Uwagach do realizacji
Podstawy programowej czytamy: „Ze względu na prawidłowości
rozwoju umysłowego dzieci treści kształcenia powinny narastać i
rozszerzać się
w układzie spiralnym. To znaczy, że w
następnym roku edukacji uczniowskie wiadomości
i umiejętności
mają być powtarzane i pogłębiane, a potem rozszerzane.”
Czyżby
to ze wszech miar słuszne stwierdzenie miało pozostać jedynie
teorią?
Jeżeli ministerstwo dostosuje – a tym samym obniży
– wymagania
do faktycznego poziomu możliwości dzieci sześcioletnich (skoro w
zreformowanej szkole mają one stać się pierwszoklasistami), to
uczniowie kończący szkołę podstawową, a następnie gimnazjum
osiągną niższy niż obecnie poziom wiedzy, a nawet tak
fundamentalnych umiejętności, jakimi są czytanie
i pisanie.
Tym samym z czasem obniży się poziomu wykształcenia całego
społeczeństwa! Czy tak właśnie należy pojmować
„wyrównywanie
szans”, o którym tak wiele mówi Pani
Minister?
Ponieważ nie dostrzegamy żadnych merytorycznych korzyści płynących
z proponowanych przez Panią zmian w edukacji, dochodzimy do wniosku,
że jedynym ich powodem są przesłanki ekonomiczne. Skrócenie
edukacji o rok dałoby wszak w skali całego kraju olbrzymie
oszczędności. Tak pojęta reforma spowodowałaby zmniejszenie
liczebności kadry pedagogicznej. Jednocześnie szybsze kończenie
edukacji zmuszałoby młodych ludzi do podjęcia aktywności
zawodowej o rok wcześniej. W odpowiedzialnym, uczciwym myśleniu o
edukacji względy ekonomiczne nie mogą przeważać nad
merytorycznymi.
Z
poważaniem
Nauczyciele
i specjaliści pracujący z dziećmi:
Podpisz się pod listem
|