03.09.2010.
Start arrow List nauczycieli

List nauczycieli o 6 latkach w szkole Drukuj Poleć znajomemu
04.02.2009.

Szanowna Pani Katarzyna Hall

Minister Edukacji Narodowej


Po uważnym zapoznaniu się z projektem reformy czujemy się w obowiązku wyrazić naszą opinię na jego temat. Jesteśmy głęboko zaniepokojeni propozycjami Pani Minister, a także sposobem, w jaki projekt jest przedstawiany w mediach. Sposób mówienia o planowanej przez Panią reformie powoduje dezorientację społeczeństwa. Osoby biorące udział w publicznych debatach skupiają się tylko na części problemów, przede wszystkim na stopniu przygotowania szkół do przyjęcia sześciolatków. Równie często pada pytanie, czy sześciolatki są gotowe do podjęcia nauki. Należy przypomnieć, że to zagadnienie rozwiązano w Polsce ponad trzydzieści lat temu! Wprowadzono wówczas w całej Polsce klasy 0, które od początku istnienia były traktowane jako obowiązkowe i uczęszczała do nich zdecydowana większość dzieci sześcioletnich. Stan faktyczny został potwierdzony w roku 2003, gdy Minister Edukacji Narodowej pani Krystyna Łybacka wprowadziła obowiązek uczęszczania dzieci sześcioletnich do tych klas. Nauczyciele klas 0 prowadzili i prowadzą edukację sześciolatków opierając się na programach zatwierdzanych przez Ministerstwo. Dzieci uczą się z podręczników opiniowanych przez rzeczoznawców ministerstwa
i zatwierdzanych również przez MEN. W tym kontekście przypisywanie sobie inicjatywy objęcia edukacją dzieci sześcioletnich jest nadużyciem!

Obecnie okres obowiązkowej edukacji trwa dziesięć lat, ponieważ obejmuje klasę 0, sześcioletnią szkołę podstawową i trzyletnie gimnazjum. Zgodnie z założeniami reformy dzieci miałyby uczęszczać do sześcioletniej szkoły podstawowej, a następnie do trzyletniego gimnazjum. Spowodowałoby to skrócenie obowiązkowej edukacji o rok! Dla wszystkich profesjonalistów pracujących z dziećmi jest oczywiste, że efektem skrócenia czasu nauczania może być jedynie obniżenie poziomu wiedzy i umiejętności uczniów.

Pani Minister przedstawiła projekt nowej Podstawy programowej. Jest on niedostosowany do możliwości dzieci, zarówno przedszkolaków jak i uczniów. Zgodnie z wiedzą psychologiczną
i pedagogiczną dzieciom należy stawiać wymagania leżące w sferze ich najbliższego rozwoju. Spełnienie tego wymogu jest podstawowym warunkiem skuteczności nauczania. Nie można wymagać od dziecka opanowania określonych umiejętności w dowolnie, urzędowo wskazanym czasie! Objęcie dzieci pięcioletnich obowiązkowym wychowaniem przedszkolnym jest dobrym pomysłem, ale nie zastąpi edukacji, jaką obecnie otrzymują sześciolatki w klasie 0.
W proponowanej przez Ministerstwo Podstawie programowej dla pięciolatków wymienia się dużą liczbę dość przypadkowo dobranych wiadomości, często niedostosowanych do możliwości dzieci
w tym wieku, natomiast ogranicza się ilość ćwiczeń kształcących sprawność grafomotoryczną, której odpowiedni poziom jest niezbędny do opanowania umiejętności pisania. Jednocześnie oczekuje się, że dzieci sześcioletnie w klasie pierwszej w ciągu jednego roku opanują umiejętności, które obecnie zdobywają w czasie dwóch lat nauki, w klasie 0 i I. Oto tylko niektóre, wybrane przykłady:

  • poznanie wszystkich liter alfabetu;

  • opanowanie umiejętności przepisywania i pisania z pamięci prostych krótkich zdań,
    z uwzględnieniem poprawności graficznej i estetyki pisma, (przestrzeganiem zasad kaligrafii);

  • samodzielne czytanie lektur wskazanych przez nauczyciela.

Są to zadania niewykonalne zarówno dla dzieci jak i ich nauczycieli! Do opanowania tak złożonych umiejętności, jakimi są czytanie i pisanie, potrzebny jest określony poziom dojrzałości dziecka
i odpowiednia liczba ćwiczeń, właściwie rozłożonych w czasie. W proponowanych przez ministerstwo Uwagach do realizacji Podstawy programowej czytamy: „Ze względu na prawidłowości rozwoju umysłowego dzieci treści kształcenia powinny narastać i rozszerzać się
w układzie spiralnym. To znaczy, że w następnym roku edukacji uczniowskie wiadomości
i umiejętności mają być powtarzane i pogłębiane, a potem rozszerzane.” Czyżby to ze wszech miar słuszne stwierdzenie miało pozostać jedynie teorią?

Jeżeli ministerstwo dostosuje – a tym samym obniży – wymagania do faktycznego poziomu możliwości dzieci sześcioletnich (skoro w zreformowanej szkole mają one stać się pierwszoklasistami), to uczniowie kończący szkołę podstawową, a następnie gimnazjum osiągną niższy niż obecnie poziom wiedzy, a nawet tak fundamentalnych umiejętności, jakimi są czytanie
i pisanie. Tym samym z czasem obniży się poziomu wykształcenia całego społeczeństwa! Czy tak właśnie należy pojmować „wyrównywanie szans”, o którym tak wiele mówi Pani Minister?

Ponieważ nie dostrzegamy żadnych merytorycznych korzyści płynących z proponowanych przez Panią zmian w edukacji, dochodzimy do wniosku, że jedynym ich powodem są przesłanki ekonomiczne. Skrócenie edukacji o rok dałoby wszak w skali całego kraju olbrzymie oszczędności. Tak pojęta reforma spowodowałaby zmniejszenie liczebności kadry pedagogicznej. Jednocześnie szybsze kończenie edukacji zmuszałoby młodych ludzi do podjęcia aktywności zawodowej o rok wcześniej. W odpowiedzialnym, uczciwym myśleniu o edukacji względy ekonomiczne nie mogą przeważać nad merytorycznymi.


Z poważaniem

Nauczyciele i specjaliści pracujący z dziećmi:

Podpisz się pod listem