|
O Glottodydaktyce dowiedziałam się 5 lat temu na
kursie z Logopedii. Właściwie nie tyle o Glottodydaktyce, co o jego twórcy
prof. Bronisławie Rocławskim. Tak się złożyło, że prowadząca ten kurs osoba,
podczas studiów, była na zajęciach u profesora. Wzmianka o wyjątkowej postaci,
zaintrygowała mnie do tego stopnia, że kilka lat później postanowiłam
skorzystać z oferty dokształcania z zakresu Glottodydaktyki. Wybrałam kurs
Internetowy w Akademii Wirtualnej Glottispolu.
To było dla mnie prawdziwe wyzwanie, ponieważ oprócz zdobywania merytorycznych wiadomości z obowiązującego mnie zakresu, musiałam jeszcze nauczyć się pracy z Internetem. Poczta e-mail, przesyłanie i odbieranie dokumentów Word oraz plików dźwiękowych, były dla mnie zupełną nowością.
Na szczęście mam naturę „poszukiwacza”, co w tego typu kształceniu jest niewątpliwą zaletą.
Pamiętam, jak otrzymałam od Profesora zadanie przesłania pliku dźwiękowego z nagranymi przeze mnie głoskami w izolacji. Nie dosyć, że nie potrafiłam ich prawidłowo wymawiać, to na dodatek trzeba było jeszcze te moje „wypociny” przesłać profesorowi. Nie było to łatwe zadanie. Wiele razy dostawałam odpowiedź: źle! Tylko, jak właściwie wymawia się prawidłowo głoskę „m”? Nikt mi tego wcześniej nie powiedział. Mogłam jedynie oprzeć się na opisie wymowy głoski, którą przesyłał mi mój nauczyciel. To zupełnie tak, jakbym miała poznać smak nieznanego mi owocu za pomocą opisu słownego.
Taki tok nauczania wymagał ode mnie dużej dyscypliny. Miałam jednak możliwość regulowania tempa i rozkładania w czasie zaplanowanego przez organizatorów materiału. Aby sprostać zadaniom potrzebna była literatura, której zakup wiązał się z dodatkowymi kosztami. Książki kupowałam w Internetowym sklepie Glottispolu. Bez nich nie miałabym szansy ukończenia kursu. Program kursu obejmował zagadnienia, o których była mowa tylko w tej literaturze.
Nie żałuję jednak, ani czasu ani pieniędzy, ani też wysiłku, który musiałam włożyć w zdobywanie wiedzy glottodydaktycznej. Jest to podstawowa wiedza o języku, której nie zdobyłam wcześniej na żadnym kursie logopedycznym, czy też na studiach licencjackich. Można by się zastanowić, dlaczego w kształceniu nauczycieli pomija się najistotniejsze, a jednocześnie podstawowe wiadomości z zakresu lingwistyki? Jak nauczyciel po studiach może przygotowywać dzieci do nauki czytania i pisania, nie znając podstaw fonetyki, fonologii czy morfologii wyrazów?
Zwieńczeniem kursu był egzamin. Pełna obaw i strachu (jak przed każdym egzaminem) jechałam do Warszawy na spotkanie z prof. B.Rocławskim. Byłam ciekawa, jaki jest i jak naprawdę wygląda człowiek znany mi tylko z Internetu. Nie pomyliłam się, co do osoby, gdyż spotkanie przebiegło w bardzo miłej atmosferze, a sam profesor okazał się bardzo sympatyczny i życzliwy. Przekonałam się po raz kolejny, że spotkania z wielkimi ludźmi, bogacą nie tylko umysł, ale i wiarę w siebie. Dzisiaj posiadam wiadomości, które pozwolą mi dobrze przygotować dzieci w przedszkolu do nauki czytania i pisania.
Alicja Buczek
(Tekst archiwalny z grudnia 2002 roku)
|