|
Oto scenariusz rytuału, który nazwałam
i n i c j a c j ą. Inicjacja, jak wiadomo,
to wtajemniczenie -
w
naszym
przypadku
chodzi o szczególny sposób wprowadzenia dziecka w
tajemniczy dlań świat pisma i w
krąg ludzi
umiejących się w tym świecie poruszać.
Wyobraźmy
sobie
małą
dziewczynkę, która ma na imię
Agnieszka. Sadzamy ją po naszej lewej stronie tak, by mogła śledzić ruchy naszej prawej
ręki w której trzymamy kartkę /tzw. wizytówkę/.
Kartka jest poliniowana, dzięki czemu dziecko
zwróci uwagę na to, że każda litera ma swoją specyficzną pozycję na tej "czterolini". Linie są
zaznaczone lekko, więc formy liter będą wyraźnie widoczne.
Mówimy:
- Agnieszko, pokażę ci, jak się pisze twoje imię. Popatrz.
To jest litera "A", pierwsza litera
Agnieszki,
to
jest
"g",
następna litera Agnieszki, a to jest "n" Agnieszki, "i" Agnieszki,
"e" Agnieszki, "s" Agnieszki, "z" Agnieszki, "k" Agnieszki i jeszcze
raz
"a",
ostatnia litera Agnieszki. Oto i cała Agnieszka. Tak wygląda napisane słowo "Agnieszka".
Jak ktoś zobaczy tę kartkę, to będzie wiedział, ze
tu, wśród nas, jest dziewczynka, która ma
na imię Agnieszka.
Pozwalamy dziecku uważnie, bez pośpiechu, przyjrzeć się zapisowi
imienia. Pomagamy policzyć, ile to słowo ma liter. Kierujemy
uwagę dziewczynki na to,
że większość znaków wprawdzie plasuje się w środkowym rzędzie, ale jedna opada w dół,
dwie inne
zaś są "wyższe" niż pozostałe. Wskazujemy kropkę nad "i". Uświadamiamy jej, że pierwsza i
ostatnia litera różnią się kształtem, ale w mowie brzmią tak samo. Zwracamy uwagę na
charakterystyczny dźwięk "szszsz" i wskazujemy, że
dźwięk ten zapisuje się dwoma znakami.
Mówiąc o jakiejkolwiek literze i pokazując ją, staramy się wymawiać ją
bardzo wyraźnie
(wybrzmiewać), ale nie nakłaniamy
Agnieszki, by
to po nas powtarzała. Jej zadaniem jest
wyłącznie słuchanie i przyglądanie się zapisowi imienia. Wskazujemy litery, o których mówimy -
bo celem inicjacji jest to, by dziecko uważnie przyjrzało się charakterystycznej formie każdej
kolejnej litery i rysunkowi całego imienia.
Potem
pokazujemy
dziecku
wizytówkę
ze
swoim własnym imieniem - niech to będzie Irena - i mówimy:
-
To jest moje imię. Irena. Przyjrzyj się
Zachęcamy dziecko, by zastanowiło się, które imię ma więcej
liter
i
czy mają one jakieś litery wspólne. Każda Agnieszka bez trudu zauważy,
że ma więcej liter
niż Irena, i że mają trzy litery takie same: "n", "e", "a". O "i" nie wspominamy, bo "i"
Agnieszki
wygląda inaczej niż
"I" Ireny.
Uświadamiamy
tylko
dziewczynce,
że
we
wszystkich
imionach
pierwsza
litera jest większa niż pozostałe. Ja lubię mówić:
- Ta litera rośnie, puchnie, z radości i dumy, że jest pierwsza w takim ważnym słowie,
które jest imieniem Agnieszki albo Ireny.
Później na oddzielnych karteczkach piszemy wszystkie litery
składające się na imię Agnieszki - stawiając jakiś znak
który pozwoli dziecku
odróżniać,
gdzie litery mają dół, a gdzie górę - rozrzucamy te kartki i prosimy, by dziewczynka
poskładała je w odpowiedniej kolejności.
Pomagamy, gdy to konieczne, ale bez pośpiechu,
nie dążymy też za wszelką cenę do osišgnięcia prawidłowego wyniku. W tym momencie bowiem
najważniejsze jest to, by dziecko odczuło w z r u s z e
n i e na widok graficznego symbolu samego siebie. Na koniec wręczamy dziecku
jego wizytówkę i litery włożone do małej koperty.
Może kogoś dziwić, że w trakcie inicjacji każdą literę w imieniu
dziewczynki nazywałam "literš Agnieszki", choć przecież nie występują
one tylko w tym jednym
słowie. Chodzi jednak o to, by w czasie tej szczególnej chwili stworzyć silną i intymną więź
między literami
a dzieckiem - chcę, by odczuło, że te abstrakcyjne
znaczki mogą stać mu się
bliskie. Robię to,
by
dziecko odbierało naszą rozmowę jako dar.
D a r p i s m a. Dlatego o każdej literze
imienia ucznia mówię: -
J e s t t w o j a.
Tak samo, jak z Agnieszką, postępujemy z Piotrem,
Karolem,
Anią i
z każdym innym
dzieckiem.
Z każdym siadamy oddzielnie, z każdym rozmawiamy intymnie, starając
się, aby dziecko odczuło, że odbywa się
bardzo ważna dlań ceremonia. Dzięki takiej atmosferze,
prawie każdy podopieczny, nawet
trzyletni, od razu rozpozna potem
swoje imię
pośród co
najmniej czterech innych.
Jego zainteresowanie rozmową, skupienie uwagi, powoduje, że bezbłędnie
rejestruje najdrobniejsze szczegóły charakterystyczne dla zapisu "jego" słowa - bez trudu więc
odróżni Agnieszka
swoje imię
od imion Piotra, Ewy,
Elżbiety czy Ryszarda.
Gdy już wszystkie dzieci dostaną wizytówki, umieszczamy je na
ścianach w sali przedszkolnej, nieco powyżej dziecięcych głów. Od tej pory powinien pojawić
się nowy zwyczaj, nowy sposób sprawdzania listy obecności: codziennie rano każde z dzieci staje
pod kartką ze swoim imieniem. Dzięki temu wszyscy wychowankowie prędko zauważą i "odczytają",
kogo brakuje.
"Dzieci zawsze szybko podbiegają do wizytówek kiedy usłyszą moje hasło, zostawiając swoje
dotychczasowe czynności. Nie ma dziecka, które w tym czasie chciałoby robić co innego",
pisze Jolanta Postek nauczycielka z przedszkola 407 w Warszawie.
|