|
Nauczyciele pytają mnie często, kiedy dziecko jest dostatecznie
dojrzałe do przeżycia aktu inicjacji. Odpowiedź może wydać się zaskakująca.
Simona, jak
pamiętamy,
miała osiem lat. Późniejsze jednak doświadczenia, moje i cudze, udowodniły, że
inicjację przeżywają ze wzruszeniem i zrozumieniem już
dwuletnie dzieci.
Taką próbę
przeprowadziła dyrektorka żłobka w Warszawie, pani Grażyna Zając. Dzieci były zachwycone
widokiem zapisu
swoich imion, stosunkowo łatwo je rozpoznawały i bardzo chętnie
wykonywały
ćwiczenia uzupełniające. Powodzenie tej próby wywołało prawdziwe zdumienie wśród innych
wychowawczyń - a także pewną konsternację; okazało się przecież, że nawet dzieci w żłobku
doskonale sobie radzą bez tych wszystkich "znaków rozpoznawczych", zajączków, wisienek czy
grzybków, które tradycyjnie przydaje się małym podopiecznym.
W wyniku podobnych doświadczeń nauczyciele zaczynają wątpić, czy
rzeczywiście
wiedzą, co może, a czego nie może dziecko w wieku dwóch, trzech czy czterech lat.
Przy ocenie "dojrzałości" małego ucznia - dojrzałości do kontaktu z językiem pisanym -
często
nie bierze się pod uwagę wpływu emocji na pobudzenie
inteligencji. Dziecko, nawet dwuletnie,
przyglšda się swojemu imieniu z ogromną ciekawością
i w skupieniu
chłonie wszystkie informacje,
które go dotyczą; obserwuje kształt i położenie "swoich" liter, porównuje je z literami w
imionach kolegów, wyciąga uogólniające wnioski. Akt
inicjacji przyspiesza
rozwój
inteligencji.
Dlatego proponuję, by inicjacja stała się formą powitania dziecka
w przedszkolu - niezależnie od wieku, w jakim do nas przychodzi.
Trzylatki przeżywają inicjację głęboko i uroczyście, ale i ze
starszymi wychowankami - nawet, jeśli już wiedzą co nieco o literach, lecz jeszcze nie czytają
płynnie - warto przejść ćwiczenia związane z analizą imienia.
Przyjrzenie się temu słowu,
dostrzeżenie kompozycji jego składników,
pomoże bowiem
dziecku szybko uporządkować wcześniej
poznane elementy pisma
i
zrozumieć jego reguły.
Nauczyciele często zastanawiają się: jak można zapewnić każdemu
dziecku intymny kontakt z wychowawcą w czasie inicjacji, jeśli, na przykład,
grupa liczy około
dwudziestu wychowanków?
To całkiem łatwe. Przywołujemy do siebie
któregoś z podopiecznych
na
przykład
rano, kiedy dzieci się dopiero zbierają, lub przed wyjściem
do
domu,
gdy
ostatnia grupka czeka na swoich opiekunów, także
w
czasie leżakowania albo indywidualnych
zabaw. Trzeba tylko uważać, by nie odrywać dziecka od jakiegoś zajęcia, którym akurat jest
pochłonięte. Nie należy się obawiać, że inni wychowankowie mogš przeszkadzać - okazuje się, iż
pozostałe dzieci zazwyczaj w milczeniu gromadzą się wokół stołu pani
i czekają na swoją kolej.
W ciągu tygodnia
wszystkie
dzieci powinny już mieć swoje wizytówki.
Uczestnicy moich warsztatów zazwyczaj dziwią się, że podczas
przeprowadzania aktu inicjacji nie cofam się przed tak zwanymi dwuznakami ("rz",cz", itd.)
ani
przed zmiękczeniami ( "ń", "ś", itd), i że jako przykładu używam
tak "trudnego"
imienia, jak Agnieszka. Od wielu lat w polskim systemie nauczania obowiązuje bowiem rygorystyczna
zasada, że słów, w których występują głoski zapisywane dwiema literami, unika się na
początku nauki czytania. Uważam to za zupełnie bezzasadne. Kiedy używamy imion dzieci,
ewentualne trudności związane takimi słowami, zostają przezwyciężone w sposób naturalny.
Agnieszka wie, jak się wymawia jej imię, przecież słyszy je ciągle, od narodzin.
Całą swoją strategię dydaktyczną buduję na fakcie, że dziecko zaczynające naukę wie doskonale,
jak brzmi jego imię (nawet jeśli samo nie umie go jeszcze prawidłowo wymówić),
nie wie natomiast
, jak się je pisze. A zatem mu to pokazuję. Właśnie,
p o k a z u j ę. Niczego nie trzeba tłumaczyć,
ponieważ wszystko, co w momencie inicjacji jest ważne, dziecko może po prostu
z o b a c z y ć. I Agnieszka widzi,
że znany jej dźwięk "sz" wyrażany jest w piśmie literami "s" i "z".
- Pokazuje pani
Agnieszce także swoje własne imię. Czy to nie za wiele informacji na początek?
- pytają mnie często słuchacze.
Proces przyswajania
sobie
wiedzy polega
w dużej mierze
na dostrzeganiu różnic. W tym
przypadku chodzi o różnice kształtów różnych liter. Tak więc:
- To jest Agnieszka, a to nie jest Agnieszka. To jest Irena.
W ten sposób pomagam
dziecku dostrzec specyficzny związek pomiędzy
literą a dźwiękiem - znakiem graficznym a głoską. W imieniu Irena nie słychać "a"
na początku i łatwo dostrzec, że pierwsze litery tych dwóch
imion
mają
odmienny kształt.
Nie trzeba tego wszystkiego tłumaczyć, wystarczy pokazać. To, co się widzi, jest łatwe. Nie chcę
przecież, żeby Agnieszka wszystko od razu zapamiętała i nie chcę jej z tego odpytywać. Pragnę
tylko, by
zauważyła różnicę, nic więcej.
|