|
W przedszkolach przeprowadza się na ogół w
grupach dzieci pięcioletnich - przed zaprezentowaniem im liter -
ćwiczenia tak zwanego słuchu fonematycznego, czyli umiejętności
wyodrębniania w słowie kolejnych głosek. Do tych ćwiczeń przywiązuje
się ogromną wagę, stanowią one nader istotny element programu
początkowego nauczania. Nauczycielki starają się, by dziecko wyróżniało
ze słuchu kolejne głoski omawianego słowa, uważając to za niezbędny
wstęp do poznania liter.
Na pytanie, które bardzo często się powtarza: - Kiedy należy przeprowadzać takie ćwiczenia? - odpowiadam zawsze:
- Takich ćwiczeń nie należy robić w ogóle, nigdy!
Uważam je za jedno z głównych źródeł niepowodzeń szkolnych najmłodszych
uczniów. Tę moja opinię potwierdza wielu nauczycieli. Przede wszystkim
zwróćmy uwagę na to, że niemożliwe jest wybrzmienie w postaci "czystej"
jakiejkolwiek spółgłoski; przyplątuje się samogłoska "y", której w
słowie mówionym i słyszanym nie ma. Gdy więc nauczyciel mówi dziecku,
że na początku słowa woda jest "wy", dziecko otrzymuje komunikat
niezgodny z tym, co słyszy. Takie ćwiczenia mogą zachwiać wiarę dziecka
w świadectwo własnych zmysłów. Ponadto szarpanie słów na kawałki zabija
ich sens i piękno - podczas takich zajęć właściwie przedrzeźnia się
polską mowę.
Ale, co najważniejsze, ćwiczenia "słuchu
fonematycznego" są całkowicie zbyteczne. Pismo, zjawisko wizualne,
poznaje się "z widzenia", nie zaś "ze słuchu". Umiejętność wyróżniania
głosek w jakimś słowie to wynik - nie warunek - opanowania sztuki
czytania. Najlepszym ćwiczeniem słuchu fonematycznego jest sam akt
inicjacji. Gdy, na przykład, Robert dostaje na oddzielnych karteczkach
sześć liter, pojmuje, że jego imię składa się z sześciu elementów i bez
trudu zaczyna je odróżniać również słuchem. Każde przeciętnie
inteligentne dziecko uświadomi sobie szybko, które głoski odpowiadają
którym literom. Dowodzą tego wieloletnie doświadczenia nauczycielek z
warszawskich przedszkoli 407 i 370, gdzie zrezygnowano ze słuchowej
analizy oderwanej od analizy zapisu - a jednak wychowankowie tych
przedszkoli, idąc do pierwszej klasy, umieli rozumnie czytać i, co może
się wydać zaskakujące, wykazywali się odpowiednio rozwiniętym słuchem
fonematycznym.
Sądzę także, że w wielu wypadkach symptomy
dysleksji mogą być efektem błędów edukacyjnych, wyboru "słuchowej"
metody uczenia. Intensywne zajęcia słuchowe - skoncentrowane na
głoskach wyrwanych z "kontekstu" słowa - odwracają uwagę, zarówno
dziecka, jak i nauczyciela, od tego, co się widzi, czyli od napisanego
słowa i litery. Po dwóch latach, gdy przechodzi się do komplikacji
pisowni, wiele dzieci płaci za tę metodę kształcenia błędami
ortograficznymi - które przecież powstajš właśnie wtedy, gdy konwencja
ortograficzna nie liczy się z fonetyką. Być może to szczęśliwy traf,
ale w wymienionych wcześniej przedszkolach przypadki dysleksji są nader
rzadkie. Oczywiście, aby te kwestie precyzyjnie rozstrzygnąć, trzeba by
przeprowadzić wiarygodne badania porównawcze dotyczące dzieci uczonych
metodą "wizualną" i tych, które poddawane były intensywnemu treningowi
fonematycznego słuchu.
|