|
W powszechnie stosowanej praktyce
oświatowej, od przedszkola poczynając, w procesie nauczania trzeba
przestrzegać ściśle zaprogramowanego porządku chronologicznego. Zgodnie
z tym harmonogramem dawkuje się informacje i ocenia wyniki dziecka.
Zapewnia to wychowawcom poczucie bezpieczeństwa; wiadomo, czego można
od wychowanka wymagać danego dnia czy w danym tygodniu.
W proponowanej przeze mnie
metodzie
również istnieje porządek, panują ustalone reguły. Ale jest to porządek
równoczesności - porządek synchroniczny - w miejsce chronologicznego.
Stosuję zasadę koła zamiast zasady linii. Wyobraźmy sobie koło, a w
środku dziecko, dziecięcy wzrok i umysł. Okrąg tworzą zapisy imion
wywieszone na ścianach. To nie nauczyciel, lecz umysł ucznia
zadecyduje, które z tych słów lub jego składników zostanie w danym
momencie oświetlone światłem jego uwagi.
Nauczycielki, które stosują się do
moich zaleceń, zauważyły wielkie zmiany nie tylko w zachowaniach
dzieci, ale i w swoich własnych. Mniej ucząc, bardziej zaś obserwując,
zaczynały odkrywać samoistną strategię stosowaną przez dzieci przy
rozwiązywaniu zadań, dostrzegły, że ich wychowankowie nie ograniczają
się tylko do przypominania sobie tego, czego nauczono ich wcześniej,
ale samodzielnie rozumują i wyciągają wnioski. Ku własnemu zdumieniu,
stwierdzały również, że dzieci bez wysiłku przyswajają sobie wiedzę
szybciej niż to przewidują narzucane odgórnie programy.
Rodzice z kolei zwracają uwagę, że
po dwóch tygodniach takich zajęć ich dzieci zaczynają z
zainteresowaniem przyglądać się napisom na ulicach. Pamiętam, jak
trzyletni meksykański chłopiec, Victor, przyniósł do przedszkola
tabliczkę czekolady, która nazywa się Carlos V i, zafascynowany swoim
odkryciem, dał ją koledze Carlosowi mówiąc: - Popatrz, to nasza wspólna
czekolada. Od ciebie jest całe imię, a ode mnie pierwsza litera.
|