Uwgi końcowe
07.02.2009.
Najpewniej czytelnicy będą konfrontować moje propozycje z technikami powszechnie stosowanymi w przedszkolach i szkołach. A rozbieżności pomiędzy opisaną w tej rozprawce metodą i codzienną praktyką są zasadnicze.
 
Zacząć trzeba od tego, że wszystkie moje propozycje i pomysły opierają się na podstawowym - jak się często okazuje, nie tak oczywistym dla wszystkich - założeniu: dziecko jest istotą rozumną, obdarzoną umiejętnością logicznego myślenia, zdolną do obserwacji i dokonywania porównań, do indukcji i dedukcji, do budowania (niekoniecznie werbalnie) hipotez i weryfikowania ich. Każde dziecko na co dzień czyni użytek z tych sprawności. Od urodzenia próbuje rozpoznać świat, w którym się znalazło; musi zacząć odróżniać osoby, przedmioty, by dostać to, czego pragnie i uniknąć katastrofy. Ten otaczający noworodka świat jest skomplikowany - i nikt go nie upraszcza ani nie zubaża dla ułatwienia pierwszych prób poznania. Przecież nikomu nie przychodzi na myśl, żeby przed narodzinami dziecka wynieść meble z przeznaczonego dlań pokoju, nie wpuszczać do niego członków rodziny i stopniowo dopiero, kolejno, przedstawiać dziecku ludzi i przedmioty. A czymże, wobec złożoności życia, są komplikacje ortografii?
 
Jeśli zatem zakładamy, że dziecko jest istotš rozumną i spontanicznie uczy się wszystkiego, co je otacza, to pojmujemy, że wrota do świata pisma, dzięki odpowiedniemu postępowaniu, od początku uchylają się przed nim zachęcająco.
 
Jak już wspominałam zadekretowano, że nauka pisania to coś niezwykle trudnego; została ona w sposób absurdalny "umetodyczniona". Polega to na wprowadzeniu sztucznego porządku, porządku chronologicznego, w proces poznawania. Na natrętnym utrwalaniu cząstkowych wiadomości. Na nienaturalnej fragmentaryzacji słów. W efekcie wszystkie informacje, dotyczące reguł pisowni, umykają spod kontroli dziecięcego umysłu. Właściwie możnaby mówić o spisku pedagogów przeciw małemu dziecku. Jaki los czekałby ludzkość, gdyby od metodyków zależała także nauka mowy? Pewnie opracowaliby system, wedle którego dziecko polskie przed ukończeniem, na przykład, czwartego roku życia nie powinno wymawiać żadnych słów syczących i szeleszczących. W jakim wieku miałoby prawo powiedzieć "mamusiu"?
 
Moje propozycje zmierzają do stworzenia takiego systemu, dzięki któremu dziecko, wprowadzane w świat pisma, samodzielnie buduje hipotezy dotyczšce reguł języka pisanego i samodzielnie je weryfikuje. Wszystkie proponowane tu ćwiczenia mają przygotowywać podopiecznego do z r o z u m i e n i a tekstu. Inicjacja uświadamia, że słowo napisane to zaszyfrowane słowo mówione, a czytanie to odkrywanie zaszyfrowanego znaczenia.
 
Obrzęd "inicjacji", "alfabet i wizytówki na ścianie", "nazywanie świata" i "gry czytelnicze" są etapami procesu poznawania. Podczas każdego z nich związek dziecka ze słowem pisanym jest osobowy, ponieważ zawsze odczytuje ono tekst, by tak powiedzieć, własny, inny niż teksty jego kolegów.
 
Podczas, gdy w przedszkolach i szkołach na ogół stosuje się zasadę stopniowego zaznajamiania dzieci z literami, idea systemu wizualnego "ściany pełnej liter" opiera się na r ó w n o c z e s n o ś c i (synchroniczności). Wszystkie elementy, konieczne do odkrycia alfabetycznego charakteru pisma i do opanowania sztuki czytania, dziecko stale i równocześnie ma przed oczami. Dzięki temu odkrywa związki pomiędzy zapisem, brzmieniem i znaczeniem słów. "Ściana pełna liter" pozwala przekazywać reguły pisma poprzez ćwiczenie spostrzegawczości wzroku. Ćwiczenia przeprowadzane w czasie "nazywania świata" i "czytelniczych gier" pozwalają na realizację zasady autokontroli. Chodzi o to, by dorosły nie śledził natrętnie postępów dziecka. Uczeń na własną rękę, czasem z pomocą kolegów, osiąga sukcesy - albo popełnia błędy i dąży do naprawienia pomyłek. Umysł każdego człowieka jest autonomiczny. Procesy intelektualne podlegają swoistym prawom, niezależnym w dużym stopniu od woli samego podmiotu, a tym bardziej od woli nauczyciela. Czas potrzebny do przyswojenia sobie wiedzy jest czasem subiektywnym. Nie powinien on być w przypadku dziecka w wieku przedszkolnym ani mierzony, ani poddawany ocenie. Wystarczy, że nauczyciel nakieruje uwagę ucznia, skłoni go do obserwacji i dokonywania porównań. "Ściana pełna liter" jest niczym szwedzki stół, zawsze nakryty - a uczeń, jak biesiadnik, bierze sobie z tego stołu, co chce i ile może. Trzeba tylko poczekać, aż proces myślowy zostanie zakończony - i okaże się, że dziecko umie czutać.